|
|
Home Blog A blog of all section with no images
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
Und der Haifisch, der hat Zähne Und die trägt er im Gesicht Und Macheath, der hat ein Messer Doch das Messer sieht man nicht
Ach, es sind des Haifischs Flossen Rot, wenn dieser Blut vergiesst! Mackie Messer trägt'nen Handschuh Drauf man keine Untat liest
An der Themse grünem Wasser Fallen plötzlich Leute um Es ist weder Pest noch Cholera Doch es heisst: Mackie geht um
An'nem schönen blauen Sonntag Liegt ein toter Mann am Strand Und ein Mensch geht um die Ecke Den man Mackie Messer nennt
Und schmul Meier bleibt verschwunden Und so mancher reiche Mann Und sein Geld hat Mackie Messer Dem man nichts beweisen kann
Und Jenny Towler ward gefunden Mit'nem Messer in der Brust Und am Kai geht Mackie Messer Der von allem nichts gewusst
So wo ist Alfons gleich, der Fuhrherr? Kommt das je ans Sonnenlicht? Wer es immer wissen könnte Mackie Messer weiss es nicht
Und die minderjährige Witwe Deren Namen jeder weiss Wachte auf und war geschändet Mackie welches war dein Preis?
Und die Fische, sie verschwinden Doch zum Kummer des Gerichts Man zitiert am End den Haifisch Doch der Haifisch weiss von nichts
Und er kann sich nicht erinnern Und man kann nicht an ihn ran Denn ein Haifisch ist kein Haifisch Wenn man's nicht beweisen kann |
|
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
Wy, którzy chcecie przeżyć moją śmierć, Czekając egzekucji niecierpliwie, Gdy już zaskrzypi szubieniczna żerdź, Nie śmiejcie się z wisielca pogardliwie I nie rzucajcie przekleństw pod zapadnię, Nie chciejcie okrutniejsi być niż kat, Bo chociaż ja na tamten idę świat, Wiem komu na tym podle żyć wypadnie. Wy, którym ciągle się bezkarność śni - Błagajcie Boga, by przebaczył mi.
Gdy spadnie deszcz pocieknie trupi sok, Bo z martwych ciał brud z tłuszczem zawsze spływa. Ten, kto miał chciwy, pożądliwy wzrok, Poczuje jak mu oko kruk wyrywa, Tym okiem na wiszące spojrzy sadło I swego ścierwa będzie brzydził się, Lecz wkrótce ptaki też rozdziobią je Jak końskie łajno, co na drogę spadło. Ach, bracia, czemu każdy z przestróg kpi? Błagajcie Boga, by przebaczył mi.
Dziewczyny tak żałośnie tanie, Że kurwiąc się na chleb nie macie. I wy, wytworne, dumne panie, Co mężów do nich posyłacie. Wyrzutki, męty wszelkiej maści, Złodzieje, zbiry żądne krwi, Z szaletów miejskich pederaści, Was proszę też: przebaczcie mi.
A wy, przeklęte sukinsyny, W mundury strojni, zbrojni w pały, Wy, których bohaterskie czyny Tak wielu wolność odebrały, Wy też żyjecie dzięki zbrodni, Z was także sprawiedliwość drwi, Jesteście do mnie tak podobni, Więc, proszę was: przebaczcie mi. Żelazny, ciężki młot niech owszem skruszy Stwardniałe serca oraz tępe łby - Wyrzucić chcę was całkiem z mojej duszy, Lecz póki czas przebaczcie mi. |
|
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
Zaczęło się wszystko, Gdy z domu mnie wzięli I w celi śmierci zamknęli Więc powtórzyć wam chcę: Jestem prawie niewinny, nie Śmierć nie przeraża mnie
Przedmioty tłem się stały Bezkształtem zabijały Podejmę ten wysiłek Ostatni zjem posiłek Przyprawia mnie o mdłości Mięso z dodatkiem kości I twarz Jezusa w zupie Wytrzeszcza oczy trupie
A krzesło łaski już czeka I czuję jak głowa mi pęka I tęsknię za tą chwilą Gdy test na prawdę skończy się Za oko oko, ząb za ząb Nikt mi nie zajrzy w duszy głąb Śmierć nie przeraża mnie
Chcę zapamiętać każdy znak Choć jej szczególnych znaków brak Bo pustka nie ma blizn i ran Składa się z zimnych, czarnych ścian Gdzie mi przenika dreszczem kark Dotknięcie nierealnych warg Dotknięcie lodowatych, zbielałych warg
Wciąż słyszę różne historie O tym jak się Chrystus narodził W stajni, potem skonał na krzyżu, By zbawić biedaków i cały świat Ten gość z zawodu cieślą był Opowiadają mi jak żył i jak w kłopoty wpadł
Gdy prawą ręką wkłuwałem zło W tatuaż jej siostry lewej Żaden z palców nie protestował A przynajmniej ja nic o tym nie wiem
Gdzieś tam na niebie wysoko Lśni Boga tron szczerozłoty U stóp ma arkę przymierza Losem świata może kierować sam Na moim tronie z prądem drut Zamienia ciało w popiół, w brud Dziś Bogu szansę dam
Na krześle łaski zasiadam Drut nagą głowę oplata Jestem jak ćma, Która szuka szczęścia w ogniu, Co w proch zmieni ją Gdy ciało się zaczyna tlić To śmierć schronieniem może być Perfidną z bólem grą
Choć dłoń mordercza jest podła Ta druga mogła być dobra Obrączkę na niej nosiłem Narzędziem tortur ból dławiłem
A krzesło łaski już czeka I czuję jak głowa mi płonie I tęsknię za tą chwilą Gdy mierzenie prawdy skończy się Za oko oko, ząb za ząb Niech zamiast czasu płynie prąd Śmierć nie przeraża mnie
A krzesło łaski już płonie I czuję jak głowa się jarzy I czekam wciąż z nadzieją, Że ważenie prawdy skończy się Za oko oko, ząb za ząb Niech zamiast krwi popłynie prąd Śmierć nie przeraża mnie
A krzesło łaski się jarzy I czuję jak głowa mi dymi I czekam niecierpliwie Że spojrzenia wrogie odwrócą się Za oko oko, to wasz błąd Nic mi nie udowodnił sąd A jednak skazał mnie
A krzesło łaski już dymi I czuję jak głowa topnieje Przestańcie prawdą żonglować Niech te relacje skończą się Za kłamstwo kłamstwo, fakt za fakt Wszystko stracone już i tak Śmierć nie przeraża mnie
A krzesło łaski topnieje A krew w tętnicach zawrzała Ach jak ich rozczarowałem Gdy w sprawiedliwość bawili się Za dobro dobro, zło za zło Wyznałem całą prawdę bo Śmierć nie przeraża mnie
A krzesło łaski już czeka I czuję jak głowa mi płonie I tęsknię za tą chwilą Gdy wreszcie wrabiać przestaną mnie Za życie życie, fakt za fakt Dojść nie zdołacie, bo i jak? Czy kłamię wciąż czy nie...
A krzesło łaski już czeka I czuję jak głowa mi pęka I tęsknię za tą chwilą Gdy skończy się na prawdę test Za oko oko, ząb za ząb Przeraża popełniony błąd To kłamstwo prawdą jest! |
|
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
Rekin zęby ma jak noże I nie musi kryć się z tym. Mackie noża użyć może, Ale kto go widział z nim?
Rekin we krwi tak się pławi, Gdy morderczy skończy łów. Mackie śladów nie zostawił - Rękawiczki zmienił znów.
Trup osunął się z nadbrzeża, Nurt Tamizy zwłoki skrył. Czy zaraza się rozszerza? Nie, to Mackie tutaj był.
I Szmul Meier gdzieś zaginął, I fortuny przepadł ślad. Czyżby Mackie złoto zwinął? Już nie żyje ten, co zgadł.
Jenny Towler znaleziono Z nożem w piersi, zimną już. Lecz, niestety, nie stwierdzono By Mack zgubił taki nóż.
Nie ma zysku bez ryzyka - Alfons Glite chciał podjąć je. Mack zmył krew ze scyzoryka I trop znowu urwał się.
A kto w Soho pożar wzniecił, By z polisy zgarnąć szmal? Ogień zabił czworo dzieci... Mackie, nerwy masz jak stal!
Gdy zgwałcono młodą wdowę, I wskazówkę cenną dał, By klejnoty i gotówkę Pod opieką Mackie miał?
Znów znikają grube ryby Z zawartością tajnych kont - Mackie znów się bardzo dziwi, On nic nie wie, bo i skąd?
Więc choć sąd zna zła przyczynę, Mackie wolny jest jak ptak, Bo czy rekin jest rekinem, Gdy dowodów pewnych brak?
To już koniec przedstawienia, Więc ściągamy czapki z głów. Świat na drobne się rozmienia, By fortuny rosły znów.
Światło dzieli od ciemności Czasem tylko mały krok - Wskazać można tych z jasności, Innych nadal skrywa mrok. |
|
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
A co, żołnierzu, kobieta twa Ze złotej Pragi dostać ma? Pantofelki velours, O których śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, W złotej Pradze, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Z Oslo nad fiordem dostać ma? Kołnierz z młodych fok, O którym śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, Nad fiordami, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Co z Amsterdamu dostać ma? Korali sznur, Ten, o którym śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, W Amsterdamie, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Z Brukseli w Belgii dostać ma? Parę pończoch a jour, O których śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, Hen w Brabancji, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Z paryskich sklepów dostać ma? Boa z ptasich piór, O jakim śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, Nad Sekwaną, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Co z Bukaresztu dostać ma? Z angory szal, O którym śni Tyle nocy i dni, Musisz zdobyć ty, W Bukareszcie, gdzie wojna trwa!
A co, żołnierzu, kobieta twa Z ogromnej Rosji dostać ma? Czarny welon - kir, Który jej się śnił, Aż się śmierci wir W twoje serce wrył, W mroźnej Rosji, gdzie wojna trwa!
W Rosji ciągle wojna trwa! |
|
|
Written by Administrator
|
|
Saturday, 06 January 2007 |
Panowie, co skwapliwie nas uczycie, Czym różni się od łaski pańskiej grzech, Zarobić dajcie na uczciwe życie, Bo to ważniejsze od cnót boskich trzech. Wy wszyscy, którzy chcecie, by was kochał lud, Przestańcie bez ustanku karcić nas - Wystarczy więcej żarcia dać, oszukać głód, A na idee później przyjdzie czas. Niech nędzarz może wziąć, gdy mu potrzeba, Z bochna wspólnego chociaż kromkę chleba.
Człowieku, jak masz żyć? Człowieku, jak masz żyć? Człowieku, jak masz żyć?
Tak masz człowieku żyć, żeby się nie dać, Więc musisz innych zgnębić, zdusić, w ziemię ich wryć! Tak masz człowieku żyć, by pamięć sprzedać, Że także ty człowiekiem mógłbyś być.
I wy musicie się pogodzić z tym, Że człowiek przetrwał tylko dzięki zbrodniom swym!
Panowie, co stawiacie wymagania, By świat rozkosznie was podniecał wciąż - Jeść dajcie najpierw wszystkim bez żebrania, A potem róbcie ewidencję ciąż. Wy, którzy tak lubicie o uczuciach truć, A nie pokochaliście choć jeden raz, Nakarmcie najpierw tych, co trawią własną żółć, A na moralność później przyjdzie czas. By nędzarz myśleć mógł o Ojcu z Nieba, Dajcie nam dzisiaj powszedniego chleba.
Człowieku, jak masz żyć? Człowieku, jak masz żyć? Człowieku, jak masz żyć?
Tak masz człowieku żyć, żeby się nie dać. Więc musisz innych zgnębić, zdusić, w ziemię ich wryć! Tak masz człowieku żyć, by pamięć sprzedać, Że także ty człowiekiem mógłbyś być.
I wy musicie się pogodzić z tym, Że człowiek przetrwał tylko dzięki zbrodniom swym! |
|
| | << Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 Next > End >>
| | Results 61 - 70 of 75 |
|